wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział 10

Reszta tygodnia minęła spokojnie. Bez żadnych problemów. 
W sobotę Hermionę obudziło głośne pukanie do drzwi. Wstała i nieuczesana, w piżamie pospiesznie otwarła drzwi.
- O Hermiono, przepraszam,  że obudziłem, myślałem że już wstałaś - to był Draco, nieco zdziwiony, że zastał Hermionę w piżamie. Hermiona zawstydzona, kazała mu wejść. Zamkneła za nim drzwi i spojrzała na zegar wiszący nad kominkiem. Była już dziesiąta dwadzieścia siedem.
- O mój Boże, ale późno! Daj mi moment. Pójdę się ogarnąć - powiedziała i wyjęła z szafy dżinsy i białą koszulkę z jakimś nadrukiem. Wbiegła do łazienki, wzięła szybki prysznic, ubrała się i weszła do pokoju. Draco siedział na fotelu i poklepał się po kolanie dając w ten sposób znać Hermionie, aby usiadła. Zrobiła o co prosił.
- Przepraszam, że musiałeś mnie oglądać zaraz po przebudzeniu. Zdaję sobie sprawę, że nie wyglądam w tedy ładnie i byłeś pewnie w lekkim szoku, zwykle nie śpię tak długo - powiedziała
- Rzeczywiście byłem nieco zdziwiony, gdy zobaczyłem cię w piżamie,  ale nie wyglądałaś wcale nie ładnie - powiedział klepiąc ją po udzie.
- Kiedyś powiedziałbyś, że wyglądam jak ostatnia ofiara losu.
- Hermiono, jestem już dorosłym człowiekiem, odizolowałem się od ojca i zmieniłem się. Przecież już to wiesz - powiedział całując ją w policzek
- Wiem, ale trudno mi się do tego przyzwyczaić.  Może wciąż czekam aż powiesz coś typu "ty szlamo" , a ja ucieknę z płaczem, zamknę się w pokoju i nie będę wychodzić przez miesiąc
- Nigdy już czegoś takiego ode mnie nie usłyszysz - Hermiona przejechała ręką po jego włosach. Były piękne, nie mogła zaprzeczyć.  Siedzieli jakiś czas w milczeniu, patrząc na siebie. Ciszę przerwało (znowu) pukanie do drzwi. "Kogo znowu niesie?" - pomyślała Hermiona. Zeszła z kolan Draco i poszła otworzyć.  Tego się nie spodziewała,  w drzwiach stały Ginny i Luna
- Co tu robicie? - spytała Hermiona przytulając je
- Ginny chciała przyjechać do Harry'ego i poprosiła mnie żebym z nią przyjechała.  Wzięłyśmy sobie tydzień urlopu w ministerstwie - powiedziała Luna rozmarzonym głosem
- Wejdźcie - zaprosiła je do środka. Były zdziwione gdy zobaczyły Dracona siedzącego na fotelu Hermiony. Ten wstał i podszedł do Hermiony
- To ja was zostawię. Zobaczymy się potem - pocałował ją w usta - Pa - Okej, pa - uśmiechnęła się do niego. Ginny aż otworzyła usta ze zdziwienia a Luna rozglądała się cały czas to w prawo, to w lewo. Draco wyszedł.
- Ty i Malfoy? - Ginny nie mogła uwierzyć, w to co właśnie zobaczyła. 
- Tak to długa historia, opowiem wam,  ale najpierw wy. Kiedy przyjechałyście?
- W sumie to przed chwilą.  Harry dał Lunie pokój, zostawiłyśmy tam bagarze i przyszłyśmy do ciebie.
- A jak tam w pracy? Chodźcie, siadajcie - Ginny i Luna usiadły na fotelach a Hermiona na łóżku.
- Ktoś puścił plotkę, że Draco Malfoy i jego ojciec chcieli oszukać ministra, ale okazało się, że to nie prawda. Komuś się nudziło.
- Tak, o tym słyszałam. Luna pisała do mnie, rozmawiałam też z Draco - powiedziała Hermiona - No właśnie Luna, co u ciebie? Jak z Nevillem ci się układa?
- Hmm? - była tak zamyślona, że Hermiona musiała powtórzyć pytanie - Całkiem dobrze, wiesz myślę,  że chce mi się oświadczyć.  Nie wie, że widziałam jak chowa do skarpety pierścionek - Luna usmiechnęła się szeroko
- To wspaniale!
- No dobra, Hermiono, opowidaj co z tobą i Malfoyem? - odezwała się Ginny niecierpliwa
- No przecież widziałaś, jesteśmy razem - Hermiona czuła,  że robi się czerwona
- No tak, ale jak to się stało?  Przecież się nienawidziliście - Hermiona opowiedziała im wszystko dokładnie, Ginny wypytawała o najmniejszy nawet szczegół. Gdy wreszcie skończyła była już godzina czternasta.
- No nie wieżę! Ty i Malfoy! Kto by pomyślał!  - Ginny była zdziwiona i mimo, że nie popierała tego związku, nie powiedziała nic Hermionie, nie chciała jej zranić. 
- No. A jak z Harrym?
- Strasznie mi go brakuje. Od początku roku napisał do mnie tylko dwa listy. Wiem, że jest zapracowany i w ogóle, ale...
- Ginny, jemu też ciebie na pewno brakuje. Ja też mało się z nim widuję,  jest dyrektorem, sama rozumiesz.
- No rozumiem - Dziewczyny rozmawiały jeszcze długo, aż trzeba było iść na kolację.  Hermiona była bardzo szczęśliwa,  że zobaczyla się z przyjaciółkami. A na dodatek będą tu przez cały tydzień! Na kolacji umówiły się że pójdą jutro razem do Hogsmeade.

Po kolacji Hermiona poszła do Dracona, przecież mieli się później zobaczyć.  Zapukała do drzwi. Chwilę później stanął w nich przystojny, wysoki blondyn. Uśmiechnął się na jej widok.
- Hej, wejdź - Hermiona posłuchała go. To co zobaczyła w środku ją bardzo zdziwiło. Zobaczyła Rona
- Co tu robisz?
- Przyszedłem powiedzieć coś Malfoyowi, ale już sobie idę - podszedł do drzwi i złapał za klamkę, już miał wyjść gdy Draco go złapał za ramię
- Wcale nie musiałeś tego mówić, to widać na pierwszy rzut oka - powiedział, Ron wyszedł trzaskając drzwiami. 
- O co chodzi? - Hermiona była wyraźnie zdenerwowana.
- O nic - powiedział Draco
- Tak po prostu Ron do ciebie przyszedł, tak? - zapytała z lekkim sarkazmem.
- Nie, nie tak po prostu. Prosił abym ci nie mówił po co tu przyszedł.  I nie powiem, więc nie drążmy już tego tematu - Hermiona westchnęła zrezygnowana - Nie bądź zła, nie mogę powiedzieć, sam powinien ci to powiedzieć.
- No dobra, nie jestem zła. Jutro z nim porozmawiam.
- Nie sądzę,  żeby to coś dało - uśmiechnął się. Hermiona rzuciła mu wściekłe spojrzenie - Ale oczywiście możesz spróbować. Dziewczyny chyba były zdziwione, że cię pocałowałem, prawda?  - Draco próbował zmienić temat
- Tak i to bardzo, Ginny wypytywała o wszystko. Rozmawiałyśmy o tobie dość długo - Draco uśmiechnął się łobuzersko
- Wiesz z tego co słyszałem jesteśmy najsłynnieszą parą w zamku, nawet wśród uczniów - oboje zaczęli się śmiać. 

Hermiona z samego rana postanowiła pójść do Rona. 
- Cześć Hermiono - powiedział gdy przyszła
- Hej - usiadła na jego łóżku - O czym rozmawiałeś wczoraj z Draco?
- O niczym.
- Przestań. Żaden z was nie chce mi powiedzieć. 
- I nie dowiesz się.  Nie chcę ci tego mówić,  bo widzę, że jesteś szczęśliwa. I Malfoy też ci tego nie powie, dla własnego interesu - Hermiona była wściekła
- A czy dowiem się tego kiedykolwiek? 
- Nie wiem, być może.  A teraz idź już. 
- Wyrzucasz mnie?
- Tak, idź
- Jesteś niemożliwy!  - Hermiona walczyła ze łzami. Wybiegła z pokoju Rona i zaczęła płakać.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Rozdział 9

Hermiona długo nie mogła zasnąć, zastanawiając się jak powiedzieć Ronowi i Harremu, że od kilku dni jest z Draco Malfoyem. W końcu postanowiła,  że powie im to przy śniadaniu.
Następnego dnia przed śniadaniem była tak zdenerwowana, że Różyczka musiała przynieść jej eliksir na uspokojenie.  Schodząc po schodach czuła, że się uspokaja a wchodząc do Wielkiej Sali była już całkiem spokojna. Eliksir różyczki jednak działał.  Zauważyła, że Harry i Ron stoją na boku i rozmawiają. Podeszła do nich
- Hej - powiedziała uśmiechając się
- Hej - powiedzieli jednocześnie
- Słuchajcie muszę wam coś powiedzieć
- No to mów,  coś się stało? - zapytał Harry
- Ja... Nic... Tylko...  Draco... Ja i Draco... Draco... Jesteśmy razem - po tych słowach Harry wytrzeszczył oczy, natomiast Ron zaczął sie śmiać. 
- To żart prawda? - zapytał Ron. Widząc, że Hermiona się nie śmieje dodał - Hermiono. Powiedz, że to żart
- To nie żart Ron! Ja go...
- Tylko mi nie mów,  że go kochasz! Nie możesz kochać kogoś takiego jak Malfoy!
- Ron uspokuj się - powiedział Harry- Wszyscy się na ciebie gapią
- I niech się gapią!  Hermiono, jak mogłaś?  Zdradziłaś nas!
- Nie prawda. Kocham was, jesteśmy przyjaciółmi Ron, proszę cię,  uspokuj się - Hermiona niemal szeptała
- Dlaczego on? - Ron trochę się uspokoił - Przecież cię nienawidził
- Zmienił się. 
- Zmienił? Tacy jak on się nie zmieniają.
- Spróbuj się z nim dogadać, zrób to dla mnie Ron. Proszę...
- Muszę pomyśleć - Ron odszedł i usiadł przy stole. Hermiona wybuchneła płaczem.
- On mnie nienawidzi! Wiedziałam,  że tak będzie! - Harry przytulił Hermionę
- Hermiono, nie płacz. Ron po prostu... Wiesz on chyba nadal cię kocha - Hermiona jeszcze bardziej się rozpłakała. Mimo, że Harry ją uspokajał nie mogła się opanować.  Odprowadził ją do pokoju i dał jej dzień wolnego.

Hermiona miała całe oczy spuchnięte od całego dnia płaczu. Nie chciała iść na kolację, ale być może uda jej się porozmawiać z Ronem. Weszła do Wielkiej Sali, ale Rona nie było. "Może jeszcze się zjawi" - pomyślała.  Gdy Draco ją zobaczył natychmiast do niej podbiegł.  Pocałował ją delilatnie.
- To był zły pomysł.  Nie powinniśmy im mówić.  Przepraszam, to ja cię do tego namówiłem.
- Nie. Przynajmniej nie mam już przed nimi tajemnic.
- Ale cierpisz. Nie byłaś na lekcjach. Widzę,  że płakałaś.  To moja wina.
- Nie, nie twoja. Mogłam się domyślić,  że tak zareaguje - Draco przytulił Hermionę mocno do siebie. W tym samym momencie wszedł Ron. Hermiona stała tyłem do drzwi więc go nie widziała
- Kochanie, Ron przyszedł - powiedział Draco. Hermiona natychmiast się odwróciła. Ron patrzył na nią.
- Muszę z nim porozmawiać, zaraz do ciebie wrócę - podbiegła do Rona. Stał i patrzył na nią.
- Ron przepraszam.
- Nie masz za co. Nie twoja wina, że zakochałaś się w debilu - uśmiechnął się
- Nie jesteś już zły?
- Nie, na ciebie nie - Hermiona przytuliła go. On odwzajemnił uścisk-No dobra idź do niego, bo jest cały czerwony z zazdrości - Hermiona uśmiechnęła się do Rona i poszła z powrotem do Dracona.

Rozdział 8

Kolacja minęła szybko. Ron wstał
- Idziesz Hermiono?
- Nie, idź, chcę porozmawiać z Draco
- Z Malfoyem? O czym?
- Po prostu chcę, nie musisz wiedzieć o czym
- Wiesz co Hermiono? Kiedyś mówiliśmy sobie wszystko.
- Ron, proszę cię.  Tego na razie ci nie mogę powiedzieć.  Odpuść, proszę, dowiesz się ale nie teraz.
- Niech ci będzie.  Na razie - Ron wyszedł z Wielkiej Sali. Hermiona sama nie wiedziała o czym chce porozmawiać z Draco, może po prostu tego potrzebowała? Siedziała tak jakiś czas zastanawiając się co powiedzieć.  Jednak to Draco podszedł do niej.
- Hej, czemu siedzisz tu tak sama? - zapytał. 
- Tak sobie.  Powiedz mi, co to było?  To z Ronem? - Draco milczał chwilę
- Ja... On...  Trzymaliście się za ręce, ja nie wiem... Chyba byłem zazdrosny - przyznał
- Zazdrosny? Żartujesz?
- Nie - Hermiona wzieła go za rękę
- Nie masz powodów do zazdrości - powiedziała - Zaufaj mi
- Ufam ci i kocham cię - wyszeptał i pocałował ją w szyję.
- Ja ciebie też
- Czy nie możemy powiedzieć innym o nas? Musimy się ukrywać?
- Harry i Ron mnie znienawidzą
- Są twoimi przyjaciółmi, kochają cię mimo wszystko - Draco musnął ustami policzek Hermiony. Ona objęła go rękoma i zaczęli się całować.
- Powinnam im powiedzieć  prawda? - spytała pomiędzy pocałunkami. Draco odsunął się, ale tylko na tyle, żeby spojrzeć jej w oczy.
- Powinnaś. Jeśli są twoimi przyjaciółmi, zrozumieją. Nie masz się czym martwić kochana - pocałował ją delikatnie - A teraz, powinniśmy iść. Chyba nie chcemy, żeby nas ktoś nakrył? - Hermiona kiwnęła głową. 

niedziela, 23 sierpnia 2015

Rozdział 7

Hermiona siedziała na fotelu i czytała książkę. Za każdym razem, gdy pomyślała, że Dracona nie ma w zamku, czuła, że za nim tęskni. Wcześniej miała co do tego wątpliwości, ale teraz już wiedziała, że go kocha. Nie ważne co było kiedyś, zmienił się, nie jest już śmierciożercą, nie ma już bzika na punkcie czystości krwi - kochał ją, a ona jego.
Nagle ktoś zapukał. Hermiona wstała i otworzyła drzwi.  W nich stali Harry i Ron.
- Hej,  wchodźcie - powiedziała. Weszli.
- Hej Hermiono, co porabiasz? - zapytał Ron
- Czytałam
- No tak, a co innego byś mogła robić - Hermiona uśmiechneła się.
- Siadajcie, zawołam Różyczkę to przyniesie coś do picia.
- Okej. Hej, Hermiono widziałaś dziś Malfoya na śniadaniu?
- Ron, Malfoy wziął sobie wolne - odezwał się Harry
- Po co? 
- Jakieś sprawy rodzinne podobno - od powiedział
- Tak jasne, pewnie knuje ze swoim starym jak obalić ministerstwo - Hermiona zacisnęła dłonie w pięści. Ron nie miał prawa mówić tak o Draco. Chciała czymś w niego rzucić.  Uderzyć. Ale się opanowała. Zawołała Różyczkę aby przynisła trzy filiżanki kawy.
- A ty Hermiono. Co o tym myślisz?-zapytał Harry
- Nie wydaję mi się , żeby Draco był do tego zdolny.
- Dłaczeło? - zapytał Ron, buzię miał pełną ciastek
- Ron proszę,  przełknij jedzenie, zanim coś powiesz - odpowiedziała. Różyczka właśnie wróciła z tacką, na której były trzy kawy. 
- O nie Hermiono, ja dziękuję za kawę.  Będę już leciał, muszę jeszcze załatwić kilka spraw - powiedział Harry
- No dobrze, jak chcesz
- Tak, jak będę mógł to wpadnę po kolacji
- Okej
- No to na razie - Harry wstał i podszedł do drzwi
- Pa - powiedzieli równocześnie Ron i Hermiona. Harry wyszedł.
- Dlaczego sądzisz,  że Malfoy nie byłby zdolny do obalenia ministerstwa?  Sam oczywiście nue ale z ojcem i...
- Ron,  proszę, zmieńmy temat.  Ciągle ci w głowie tylko Draco.
- No dobra - Hermiona rozmawiała z Ronem na temet pracy, uczniów, rodziny, ale cały czas miała w głowie Draco. Do kolacji było tylko dwadzieścia minut więc wyszła z Ronem już do Wielkiej Sali. Gdy wchodzili od razu spojrzała na miejsce Dracona, jeszcze go nie było. Hermiona zasmuciła się, ale nie dała tego po sobie poznać. Nie usiadła jeszcze do stołu tylko zajeła Rona rozmową.
- Ron a jak tam twoje sprawy towarzyskie?
- Hę?
- Jejku, no chodzi mi o to czy nie masz na oku jakiejś dziewczyny.
- Ehm... Sam nie wiem, a ty?
- No jest taki jeden chłopak - zarumieniła się.
- Tak. Kto to? - Chciała odpowiedzieć,  że nie może mu jeszcze powiedzieć, ale rozmowę przerwał im Draco, który właśnie przyszedł
- Hej - śmiechnął się do Hermiony
- Ej Malfoy,  o co ci chodzi? - odezwał się Ron
- A tobie? Już nie można się przywitać?
- Nigdy się z nami nie witałeś.
- Dużo się zmieniło Weasley. Bardzo dużo - popatrzył na Hermionę
- No to fajnie. A teraz zostaw na samych - Ron coraz bardziej się denerwował - Albo chodź Hermiono, usiądziemy - złapał ją za rękę. Draco się zezłościł.
- Przestań Weasley, działasz mi na nerwy.
- O co ci chodzi człowieku? -  Draco popatrzył na ich złączone ręce i odepchnął Rona na bok. Ron o mało się nie przewrócił.
- Draco, oszalałeś?! - krzyknęła Hermiona. Draco popatrzył na nią ze złością,  ale od razu się uspokoił
- Chyba tak. Przepraszam Weasley - odpowiedział spokojnie - Zostawię was samych - już miał odejść ale Hermiona złapała go za rękę
- Zostań - Draco zcisnął mocniej jej dłoń. Hermiona go puściła i odwróciła się do Rona
- Nic ci nie jest?
- Nie. Malfoy, czy ty właśnie mnie przeprosiłeś?
- Mówiłem, że dużo się zmieniło. Wiecie co chyba powinniśmy usiąść. Wszyscy się na nas gapią - Hermiona i Ron odwrócili głowy. Rzeczywiście wszystkie głowy nauczycieli były skierowane w ich stronę.
- Okej, chodźcie - powiedział Ron.  Cała trójka poszła do stołu i usiadła.

sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział 6

Hermiona wstała wypoczęta i poszła na śniadanie. Było jeszcze wcześnie, więc nie było dużo nauczycieli w Wielkiej Sali. Kilku uczniów siedziało przy stołach. Ron podbiegł do Hermiony gdy tylko ją zobaczył.
- Cześć, gdzie się wczoraj podziewałaś? Byłem u ciebie z Harrym, ale cię nie było - Hermiona nie chciała mówić z kim spędziła wczorajszy dzień.
- Chodziłam po Hogsmade.
- Cały dzień? 
- Tak. A ty co robiłeś?
- Głównie siedziałem u Harry'ego i graliśmy w szachy. Dostałem list od Ginny. Podobno Lucjusz Malfoy stara się o posadę ministra. Pewnie jego synalek chciał mu ułatwić zdobycie tej posady i za to go wywalili. 
- Co masz na myśli mówiąc "ułatwić"?
- Sam nie wiem.  Może rzucił jakieś zaklęcie czy coś.
- Draco? Czy ja wiem...
- Bronisz go? 
- Co? Nie o to mi chodziło... Nie ważne. Chodź usiądźmy bo zaczyna się robić tłoczno - powiedziała Hermiona. Rzeczywiście wszyscy nauczyciele już byli a uczniowie też się już schodzili.
- Okej - zajęli swoje miejsca. Hermiona nie mogła się powstrzymać i zerknęła w stronę Dracona Malfoya. On też na nią patrzył. Uśmiechnął się a ona odpowiedziała mu tym samym.
- Czy ty uśmiechasz się do niego? - powiedział Ron. Hermiona zapomniała, że cały czas na nią patrzył. Nie wiedziała jak się z tego wyplątać.
- Nie ja... ja...tak, uśmiechnęłam. A czy to coś złego?
- No sam nie wiem. Malfoy jest... perfidny i fałszywy. Nie powinnaś się uśmiechać do takiego człowieka. Nie zasłużył na twój uśmiech.
- Uh. Zapomnijmy o tym, dobrze?
- No dobrze.

Po śniadaniu Hermiona poszła do swojej sali. Do lekcji transmutacji zostało jeszcze kilka minut, więc wezwała Różyczkę aby ta przyniosła jej kubek kawy. Napiła się kilka łyków i do sali weszła grupa uczniów z drugiej klasy.
Lekcja minęła szybko, tak jak pozostałe.  Po wyjściu uczniów Hermiona posprzątała na biurku i również wyszła.  Przed salą czekał na nią Draco.
- Co tu robisz? - zapytała
- Chciałem cię zobaczyć, zanim wyjadę - odparł
- Jak to:  wyjadę?  Nie możesz...
- Spokojnie, jadę tylko na na jeden dzień do mamy. Jutro wieczorem już będę - pocałował ją delikatnie w czoło.
- Do mamy? A do ojca nie?
- Pokłócili się.  Coś mu odbiło, nie widzi teraz świata poza pracą.  Mama jest załamana, potrzebuje mnie. 
- Rozumiem.
- To dlatego rzuciłem pracę.  Cały czas mnie kontrolował.
- Rzuciłeś?  Wszyscy mówią...
- Wiem, że mnie wyrzucili. To zwykła plotka.
- Tak myślałam - Hermiona przytuliła się do Dracona. Stali tak jakiś czas w milczeniu.
- Muszę iść - odezwał się po chwili - Zobaczymy się jutro wieczorem na kolacji .
- Okej - odsunęła się - No to pa - Draco nachylił się i pocałował ją
- Pa - odszedł. Hermiona patrzyła na niego aż zniknie za zakrętem i poczuła dziwną pustkę.

Rozdział 5


Hermiona powoli podeszła do drzwi i zapukała. Po chwili drzwi otworzyły się a w nich stanął Draco Malfoy.
- Cześć, wejdź - powiedział i odsunął się by ją przepuścić. Hermiona niechętnie weszła. W środku było ciepło i przytulnie - Usiądź - wskazał na jeden z foteli stojących obok kominka. Tak też zrobiła. On usiadł na drugim fotelu na przeciwko niej - Chcesz coś do picia? - zapytał
- Nie, dzięki.  
- Nie jesteś głodna? 
- Draco, nie przyszłam tu jeść - widać było, że Draco się denerwuje.
- No tak. Wybacz Hermiono, ale muszę zapytać,  bo od dłuższego czasu nie daje mi to spokoju. Czy ty i ten Weasley jesteście dalej razem? - Hermiona była zdziwiona tym pytaniem. Myślała, że wie,  że zerwali cztery lata temu.
- Nie. Rozstaliśmy się kilka lat temu. Uznaliśmy, że tak będzie lepiej - Draco odetchnął z ulgą.
- Lepiej dla kogo?
- Dla nas obojga. Co to za pytania?
- Przepraszam. Po prostu go nie lubię - skrzywił się
- Mnie też nie lubiłeś. Skąd ta nagła zmiana?
- Nie wiem, naprawdę.  Nie planowałem tego, że się w tobie zakocham - Hermiona nie wiedziała co odpowiedzieć - Czy nie moglibyśmy spróbować, no wiesz... być razem?
- Draco ja... ja nie wiem. Nic już nie rozumiem.  Jeszcze nie tak dawno nazwałeś mnie szlamą, a dziś chcesz ze mną być?
- Przepraszam cię za tamto. Naprawdę żałuję, że to powiedziałem - Hermiona nagle poczuła, że chciałaby  z nim być,  zestarzeć się i umrzeć.  Że chciałaby z nim być już zawsze. Tylko być z człowiekiem który tak ranił ją i jej przyjaciół? - Hermiono, jeżeli powiesz teraz, że nic do mnie czujesz, dam ci spokój,  tylko mi to powiedz - odezwał się po chwili. Ale Hermiona milczała - A więc jednak? Jednak coś do mnie czujesz?
- Tak - tylko tyle była w stanie z siebie wydusić.  Oboje na siebie spojrzeli. Draco wstał i podszedł do fotela na którym siedziała.  Nachylił się i pocałował ją.  Najpierw delikatnie, a później namiętnie.  Oboje poczuli, że cały świat przestał istnieć.  Dla niego istniała tylko ona. Dla niej istniał tylko on.

piątek, 21 sierpnia 2015

Rozdział 4

Na kolacji Hermiona unikała wzroku Malfoya. On cały czas na nią patrzył. Ona nie wiedziała co zrobić.  Kilka godzin temu powiedział jej, że się w niej zakochał. Była bardzo zestresowana i nic nie chciała jeść.  Nie uszło to uwagi Ronowi.  Siedział niedaleko niej
- Hermiono, wszystko dobrze? - zapytał
- Tak,  w porządku - posłała mu wymuszony uśmiech.
- Znam cię, przecież widzę, że coś jest nie tak
- Ron nic mi nie jest - starała się być spokojna ale nie bardzo jej to wychodziło,  gdy czuła na sobie spojrzenie Malfoya.
- No dobra, ale wiesz, jak coś możesz mi wszystko powiedzieć. 
- Wiem Ron - Ron wrócił do jedzienia. Hermiona natomiast marzyła by ta kolacja już się skończyła. Jak to możliwe, że chłopak, a właściwie już mężczyzna, który tyle lat jej nienawidził, nagle mówi, że ją kocha. To szaleństwo.  Nie to niemożliwe.  Może to był sen?  To czemu, u licha, sie na nią gapił.  Hermiona czuła, że zaraz eksploduje. Harry nagle wstał. Tak! To koniec kolacji! Powiedział uczniom dobranoc i wszyscy zaczęli wychodzić.  Wkrótce w sali nie było żadnego ucznia. Draco podszedł do Hermiony, która właśnie miała wychodzić i złapał ją za rękę. 
- Możemy porozmawiać?  - Nie bardzo miała na to ochotę,  zwłaszcza, że Harry i Ron ich obserwowali. Ale się zgodziła.  Kiwnęła tylko głową.
- Hermiono, przepraszam za to co powiedziałem ci dzisiaj. Nie mniej jednak, nie cofam tego.
- Nie wiem co mam ci powiedzieć, bo to dziwne, że nienawidziłeś mnie tyle lat a nagle mnie kochasz.
- Sam tego nie rozumiem, ale kocham cię .
- A co jeśli to twój kolejny żart? Mam jakąś pewność że mówisz prawdę? 
- Pocałowałem cię dzisiaj, czy to nie wystarczający dowód?
- Nie wiem co mam o tym myśleć Draco.
- Ja też.  Ci dwaj działają mi na nerwy. Nie mają swoich spraw? - popatrzył na Harry'ego i Rona stojących dalej - Słuchaj nie chce rozmawiać z tobą przy nich. Przyjdź jutro do mnie. Dobrze? - Hermiona chwilę wachała się z odpowiedzią. W końcu jednak kiwnęła potakująco głową - No to do zobaczenia jutro - Draco odszedł.  Ron i Harry podbiegli natychmiast.
- Co to było? - zapytał Ron - Czego od ciebie chciał? 
- Nieważne. 
- Co? Jak to nieważne?
- Idę spać. Dobranoc.

Następnego dnia Hermiona prawie spóźniła się na śniadanie. Nie mogła spać pół nocy, bo myślała o Malfoyu. Nie mogła zaprzeczyć, że jest mądry i przystojny. Ale nie mogła też się w nim zakochać. Tylko, że był jeden problem - nie miała na to wpływu.
Po śniadaniu poszła do siebie i przeczytała kilka stron ksiazki. Długo się wachała, zanim zdecydowała się iść  do Draco. W  końcu wstała i wyszła. Ale gdy tylko wyszła zdała sobie sprawę, że nie wie gdzie znajduje się jego pokój. Wezwała Różyczkę.
- Tak Pani? - zapytała
- Piowiedz mi gdzie mieszka Draco Malfoy. Zaprowadź mnie.
- Oczywiście Pani. Jest Pani jakaś niespokojna.
- Och Różyczko, dużo się wczoraj wydażyło. Ale nie rozmawiajmy teraz o tym - Różyczka złapała Hermionę za rękę i deportowali się. Wylądowali we wschodniej części zamku, przed brązowymi, drewnianymi drzwiami.

czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział 3

Reszta tygodnia minęła spokojnie. Hermiona widziała Draco tylko na ucztach i czasem na korytarzach. Ani razu na nią nawet nie spojrzał. Więc i ona się nie odzywała. W sobotę Ron zaprosił ją i Harry'ego na piwo kremowe do Trzech Mioteł.
- Jak tam Hermiono? Ci pierwszoroczniacy dają w kość prawda? Aż trudno uwierzyć, że sami byliśmy tacy nieznośni - powiedział Ron gdy razem usiedli przy stole.
- Ty nadal jesteś - odparła żartobliwie. Siedzieli chwilę w milczeniu. Poźniej Harry spojrzał na drzwi. Hermiona podążyła za jego wzrokiem. Do pubu właśnie wszedł Draco Malfoy.
- Profesor Malfoy. Nigdy nie sadziłem, że jeszcze go spotkam - powiedział Ron - Minęło sześć lat odkąd pokonałeś Voldemorta, Harry
- Tak, sam się zdziwiłem, że do mnie przyszedł. Wielki Draco prosi o pracę. Nie dziwne? Ciekawe czy naprawdę chciał oszukać ministra - Harry i Ron zawzięcie zaczeli dyskutować na temat Malfoya. Hermiona natomiast tylko na niego patrzyła. Siedział dwa stoliki przed nią. Pił piwo i czytał Proroka Codziennego. Nagle wstał i ruszył do łazienki. 
- Idę do łazienki - powiedziała i poszła za nim. Sama nie wiedziała dlaczego. Otworzyła drzwi.  Malfoy opierał się o jedną z umywalek. Zauważył ją w lustrze.
- Po co przyszłaś?
- To łazienka. Co można tu robić? - odwrócił się w jej stronę i patrzył - No co?
- Nic. Po prostu... Wyładniałaś.
- Co? - Hermiona była w szoku
- Słyszałaś. Nie powtórzę tego - Hermiona wyszła z łazienki i usiadła z powrotem obok Rona.
- Co się stało?  Jesteś blada jak ściana! Dobrze się czujesz? - zapytał
- Ehm... Co? Tak w porządku.  Wiecie co ja chyba wrócę już do szkoły - wstała i wyszła nie patrząc na Harry'ego i Rona, ani na Malfoya. Była bardzo zdziwiona. Draco powiedział, że jest ładna, a jeszcze nie tak dawno nazwał ją szlamą. Nie wiedziała co ma o tym myśleć. Gdy była już u siebie w pokoju. Usiadła na fotelu i zaczęła czytać.  Musiała się czymś zająć żeby tylko nie myśleć o Malfoyu. Nawet nie wiedziała kiedy a usunęła.   Obudziło ją pukanie do drzwi.  Spojrzała na zegarek. Było pół do szesnastej. Wstała szybko i otworzyła.  W drzwiach stał przystojny blondyn - Draco Malfoy.
- Co tu robisz? - spytała.
- Mogę wejść? 
- Tak, chodź - wszedł i odwrócił się do niej przodem.
- Nie zajmę ci dużo czasu. Wpadłem tylko na chwilę. Posłuchaj Hermiono. Nie wiem jak to się stało i kiedy, ale ostatnio dużo myślałem i doszedłem do wniosku, że...Że się w tobie zakochałem - przerwał aby zobaczyć jej reakcję. Ale ona tylko patrzyła na niego. On podszedł, złapał ją w talii, nachylił się i pocałował ją. Potem odsunął się - Rozumiem, że chcesz zostać sama. Do zobaczenia na kolacji - wyszedł.

środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 2

- Pani, Pani, czas wstawać.  Praca wzywa - Różyczka prawie codziennie budziła tak Hermionę. Wstała, niechętnie się ubrała i wyszła na ucztę. W sali byli już prawie wszyscy nauczyciele - w tym nowy nauczyciel eliksirów Draco Malfoy. Usiadła na swoim miejscu, chwilę później reszta nauczycieli dołączyła do nich. Uczniowie też powoli zaczęli się schodzić.  Wkrótce cała Wielka Sala była pełna.  Wszyscy jedli, rozmawiali i śmiali się. Po śniadaniu uczniowie i nauczyciele poszli na lekcje. Podczas pierwszej lekcji transmutacji z drugą klasą Ślizgonów do klasy Hermiony wszedł Draco.
- Wybacz Granger, że przerywam tę jakże fascynującą lekcję, ale jedna z twoich uczennic jest w Skrzydle Szpitalnym, Potter chciał żebym ci przekazał, że masz tam iść.
- Co się stało?
- Nie wiem,  nie bardzo mnie to obchodzi - rzucił chłodno
- Jasne, ciebie nikt nie obchodzi
- Mylisz się.  A teraz idź już.
Hermiona niemal wybiegła z sali i ruszyła do Skrzydła Szpitalnego.  Jej uczennica - Veronica leżała na pierwszym łóżku po prawej stronie.
- Co się stało? - zapytała Hermiona Parvati - lekarkę w Hogwarcie
- Jeden uczeń rzucił na nią zaklęcie Calvorio - Hermiona spojrzała na uczennicę.  Była łysa. Płakała
- Och, Verocico, kto ci to zrobił?
- To był Greg, taki chłopak z trzeciej klasy - powiedziała przez łzy - I jeszcze nazwał mnie szlamą
- Ze Slytherinu, zgadza się? - Victoria kiwneła potwierdzająco.
- Idę do Malfoya.

- Malfoy! - krzyknęła wchodząc z powrotem do sali transmutacji - Twój uczeń, Greg oszpecił moją uczennicę!
- Uspokuj się Granger. Jest lekcja.
- To wyjdzmy na korytarz. I idź po tego Grega z trzeciej klasy - Malfoy wstał, wyminął ją i wyszedł - Zaraz do was wrócę dzieci - Hermiona wyszła za Malfoyem. Stał oparty o parapet i patrzył na nią. 
- No co? Idź po tego ucznia.
- Możesz mi opowiedzieć co się stało?
- Na jedną z moich uczennic, twój uczeń rzucił zaklęcie Calvorio. Teraz jest łysa. Mam nadzieję, że Parvati znajdzie lekarstwo i włosy jej odrosną, bo inaczej napiszę do rodziców tego ucznia i wyleci ze szk...
- Spokojnie. Już po niego idę - Przerwał jej i odszedł a po dłuższej chwili wrócił. Był z nim również uczeń - wysoki brunet z niebieskimi oczami. Hermiona popatrzyła na niego pytająco. 
- Co się dzisiaj działo pomiędzy tobą a Veronicą Darvil?
- Nic.
- Nic? Masz pojęcie co jej zrobiłeś? 
- No dobra. Zdenerwowała mnie no to rzuciłem zaklęcie. 
- W jaki sposób się zdenerwowała? 
- Patrzyła się na mnie dziwnie. A szlama nie będzie się na mnie gapić. Z tego co wiem to pani też jest szlamą, więc proszę na mnie nie patrzyć! - Hermiona już miała odpowiedzieć, że jest nauczycielem a za takie zachowanie może trafić do dyrektora, ale Draco ją wyprzedził
- Nie pozwalaj sobie chłopcze.  Za rzucenie zaklęcia na tę dziewczynę masz sprzątać mój gabinet codziennie przez miesiąc.  Zaczynasz dziś wieczorem. A teraz wracaj na lekcje - chłopiec odszedł cały czerwony ze złości, mrucząc coś pod nosem. Hermiona zdezorientowana patrzyła na Malfoya nie mogąc wydusić z siebie słowa. Malfoy, ten Malfoy który wyzywa ją od szlam właśnie upomniał ucznia, bo ten nazwał ją szlamą? Patrzyli chwilę na siebie. Potem Draco odwrócił się i odszedł.

Rozdział 1

Hermiona właśnie skończyła lekcję transmutacji i siedziała przy biurku w swoim gabinecie. Jak po każdej lekcji robiła porządek na biurku.  Układała wszystkie wypracowania. Za chwilę miała następną lekcję z pierwszoroczniakami. Była to ich pierwsza lekcja więc najpierw musiała omówić wszystko a potem pokazać jak zamienic zwierzę w puchar na wodę.  Po lekcji z nimi miała jeszcze dwie lekcje z czwartą i siódmą klasą a potem już miała resztę dnia wolną.  Gdy skończyła się ostatnia lekcja wyszla z sali i poszla do swojego pokoju. Usiadla na fotelu i wezwala swojego skrzata domowego który mieszkal z innymi skrzatami w południowej części zamku. Dzięki Hermionie skrzaty miały własną sypialnię z pietrowymi małymi łóżkami ze ścianami pomalowanymi na ciepły brąz,  kominkiem i wieloma innymi rzeczmi o których domowy skrzat mógł tylko pomażyć za czasów panowania Czarnego Pana. Skrzat Hermiony - Różyczka aportował się tuż przy niej.
- Pani wzywałaś Różyczkę? - zapytał piskliwy głosik
- Tak, czy mogłabyś przynieść mi kubek kawy? Naprawdę jestem wykończona, ci pierwszoroczniacy są tacy nieusłuchani. Głowa mi pęka od ich wrzasków.
- Oczywiście Pani.  Różyczka zaraz przyniesie kubek kawy - i już jej nie było.  Hermiona wstała i podeszła do kominka, rzuciła zaklęcie i od razu się zapalił ogień.  Usiadła spowrotem na fotelu i wyciągnęła z torebki książkę którą kupiła dzisiaj w Hogsmade w nowej ksiegarni u pani Sprinks. Nie zaczęła czytać nawet pierwszego rozdziału gdy pojawila się Różyczka z kubkiem kawy i ciasteczkami.
- Proszę Pani, ciasteczka sama upiekłam, z kawałkami czekolady. Tak jak Pani lubi.
- Och nie musiałaś Różyczko. Dziękuję.  Niedługo pora kolacji, myślę że przydasz sie w kuchni.
- Tak Pani, do widzenia - Różyczka znów zniknęła.

Hermiona tak zaczytana o mało nie spóźniła się na ucztę.  Gdy wychodziła z pokoju usłyszała głos Dracona Malfoya dochadzy z korytarza.
- Uważaj jak łazisz kurduplu! - krzyczał na jakiegoś skrzata.
- Malfoy! Zostaw go w spokoju! - piwiedziała Hermiona
- To był twój pomysł Granger! Gdyby to ode mnie zależało te małe robaki nie pałętały by się po szkole! Ten mały właśnie na mnie wpadł!
- A gdyby ode mnie zależało ty nie pałętałbyś się po szkole!
- Czujesz Granger? Zapach szlamu. To od ciebie tak jedzie!
- Spadaj Malfoy! - Draco odwrócił się i odszedł w stronę Wielkiej Sali. Hermiona odczekała chwilę i też ruszyła w tę stronę. 

Uczta trwała w najlepsze! Wszyscy jedli i rozmawiali.  Hermiona skończyła właśnie jeść galaretkę agrestową i podniosła głowę znad miski. Rozglądała się po sali i nagle jej wzrok padł na Dracona Malfoya. On również na nią patrzył, więc szybko odwróciła głowę. Dyrektor Harry wstał. 
- Proszę o ciszę! Widzę, że dobrze minął wam pierwszy dzień! Mam nadzieję, że będziecie tacy radośni cały rok! A teraz chciałbym powitać i przedstawić nowego nauczyciela eliksirów Dracona Malfoya. Drodzy ślizgoni! Będzie to wasz nowy opiekun! - rozległy sie okrzyki i brawa ze strony Slytherinu. Reszta domów tylko klaskała z niewielkim entuzjazmem. - A teraz wszyscy najedzeni,  zapraszam do dormitoriów! Dobranoc! - wszyscy uczniowie zaczęli wybiegać z Wielkiej Sali. A po kilku minutach w sali zostali tylko Ron, Harry i Hermiona.
- Harry! Jak mogłeś go tu przyjąć! - pożalił się Ron
- Prosił mnie. Wyrzucili go z ministerstwa i poprosił mnie o pracę.
- Prosił? Od kiedy Malfoy prosi? I za co go wyrzucili?
- Nie wiem,  powiedział żebym nie wtykał nosa w nie swoje sprawy
- Och Ron uspokuj sie - powiedziała Hermiona - Luna mi mówiła  że chciał oszukać ministra. 
- Cały Malfoy!
- Tak a teraz propunuje iść spać.  Bo jeszcze sobie pomyśli że coś knujemy - powiedział Harry. Cała trójka rozeszła się.

Hej!

Witam na moim blogu! Będę pisać tutaj opowiadanie o Dramione :) Czyli o Hermionie i Draco :) To mój ulubiony parring z Harrego Pottera, choć przyznam, że niedawno go polubiłam. Mam nadzieję, że blog się spodoba. Już niedługo pierwszy rozdział. Zapraszam!