sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział 6

Hermiona wstała wypoczęta i poszła na śniadanie. Było jeszcze wcześnie, więc nie było dużo nauczycieli w Wielkiej Sali. Kilku uczniów siedziało przy stołach. Ron podbiegł do Hermiony gdy tylko ją zobaczył.
- Cześć, gdzie się wczoraj podziewałaś? Byłem u ciebie z Harrym, ale cię nie było - Hermiona nie chciała mówić z kim spędziła wczorajszy dzień.
- Chodziłam po Hogsmade.
- Cały dzień? 
- Tak. A ty co robiłeś?
- Głównie siedziałem u Harry'ego i graliśmy w szachy. Dostałem list od Ginny. Podobno Lucjusz Malfoy stara się o posadę ministra. Pewnie jego synalek chciał mu ułatwić zdobycie tej posady i za to go wywalili. 
- Co masz na myśli mówiąc "ułatwić"?
- Sam nie wiem.  Może rzucił jakieś zaklęcie czy coś.
- Draco? Czy ja wiem...
- Bronisz go? 
- Co? Nie o to mi chodziło... Nie ważne. Chodź usiądźmy bo zaczyna się robić tłoczno - powiedziała Hermiona. Rzeczywiście wszyscy nauczyciele już byli a uczniowie też się już schodzili.
- Okej - zajęli swoje miejsca. Hermiona nie mogła się powstrzymać i zerknęła w stronę Dracona Malfoya. On też na nią patrzył. Uśmiechnął się a ona odpowiedziała mu tym samym.
- Czy ty uśmiechasz się do niego? - powiedział Ron. Hermiona zapomniała, że cały czas na nią patrzył. Nie wiedziała jak się z tego wyplątać.
- Nie ja... ja...tak, uśmiechnęłam. A czy to coś złego?
- No sam nie wiem. Malfoy jest... perfidny i fałszywy. Nie powinnaś się uśmiechać do takiego człowieka. Nie zasłużył na twój uśmiech.
- Uh. Zapomnijmy o tym, dobrze?
- No dobrze.

Po śniadaniu Hermiona poszła do swojej sali. Do lekcji transmutacji zostało jeszcze kilka minut, więc wezwała Różyczkę aby ta przyniosła jej kubek kawy. Napiła się kilka łyków i do sali weszła grupa uczniów z drugiej klasy.
Lekcja minęła szybko, tak jak pozostałe.  Po wyjściu uczniów Hermiona posprzątała na biurku i również wyszła.  Przed salą czekał na nią Draco.
- Co tu robisz? - zapytała
- Chciałem cię zobaczyć, zanim wyjadę - odparł
- Jak to:  wyjadę?  Nie możesz...
- Spokojnie, jadę tylko na na jeden dzień do mamy. Jutro wieczorem już będę - pocałował ją delikatnie w czoło.
- Do mamy? A do ojca nie?
- Pokłócili się.  Coś mu odbiło, nie widzi teraz świata poza pracą.  Mama jest załamana, potrzebuje mnie. 
- Rozumiem.
- To dlatego rzuciłem pracę.  Cały czas mnie kontrolował.
- Rzuciłeś?  Wszyscy mówią...
- Wiem, że mnie wyrzucili. To zwykła plotka.
- Tak myślałam - Hermiona przytuliła się do Dracona. Stali tak jakiś czas w milczeniu.
- Muszę iść - odezwał się po chwili - Zobaczymy się jutro wieczorem na kolacji .
- Okej - odsunęła się - No to pa - Draco nachylił się i pocałował ją
- Pa - odszedł. Hermiona patrzyła na niego aż zniknie za zakrętem i poczuła dziwną pustkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz